Ostatnia szansa na paszport

2009/06/13
odcisk palca

To ostatnia okazja: pozostało zaledwie kilka dni, by wyrobić sobie paszport w starym stylu, bez tzw. danych biometrycznych. Od 22 czerwca do każdego wniosku o paszport konieczne będzie dołączenie odcisków palców.

Dziękujemy, Donaldzie Tusku! Dziękujemy i czekamy na więcej: skany siatkówki oka, sekwencje DNA i w końcu RFID, by można było to wszystko zdalnie sobie odczytać, ewentualnie zmienić. W nieco dalszej perspektywie zaś wszczepiane pod skórę chipy powinny zastąpić te niepraktyczne dokumenty. Aż strach pomyśleć, jak wiele nasz miłujący Donald, wspierany przez Unię całą, robi dla naszego dobra!

Wielki Brat w “Trybunie”

2009/05/30

Na naszych oczach kosztem naszej swobody i prywatności zaczyna się spełniać, krok po kroku, koszmarna wizja George’a Orwella ze słynnej powieści “Rok 1984″. Może się okazać, że w systemie formalnej demokracji będziemy inwigilowani, śledzeni tak wszechstronnie i wnikliwie, że tradycyjne doświadczenia totalitarne okażą się w porównaniu z tym niewinne.

Tak zaczyna się artykuł Krzysztofa Lubczyńskiego pt. Wielki Brat chwyta nas za gardło. Ukazał się na pierwszej stronie sobotniej “Trybuny”. Dość chaotyczny i powierzchowny, ale dobrze, że prasa codzienna też dostrzega problem:

Błyskawiczny rozwój nowoczesnych technologii oraz coraz powszechniejsza i tańsza do nich dostępność mogą sprawić, że szybciej niż się spodziewamy, znajdziemy się w świecie, w którym wszystkie nasze zachowania i słowa mogą być rejestrowane i wykorzystywane niekoniecznie dla naszego dobra. Często po to, by nam zaszkodzić lub nas wykorzystać.

Francja odcina

2009/05/23
cięcie

Po pierwszej, nieudanej próbie sprzed miesiąca, 12 maja francuski parlament przyjął forsowaną przez rząd ustawę o odcinaniu od Internetu użytkowników podejrzanych o naruszanie praw autorskich. Ma powstać specjalny urząd, “HADOPI”, który będzie odnajdywał złoczyńców, a następnie skazywał ich na pozbawienie dostępu do sieci.

Choć Francja wyraźnie przoduje w uległości wobec korporacji z branży rozrywkowej, nie ma się co łudzić: podobne rozwiązania prędzej czy później zostaną wprowadzone w całej Unii Europejskiej. Wystarczy wspomnieć tzw. pakiet telekomunikacyjny, który – dzięki nagłośnieniu sprawy – nie przeszedł na początku maja. Dlaczego? Parlament europejski dodał poprawkę, według której nie można nikogo pozbawić dostępu do Internetu bez wyroku sądu. Cóż z tego, rada UE, a więc przedstawiciele poszczególnych rządów, nie zgodziła się na ten zapis, więc sprawę po prostu odłożono na parę miesięcy. Można by się zastanawiać, dlaczego rządom tak bardzo przeszkadza prawo ich obywateli do procesu przed sądem. Cóż, obywatele są potrzebni do płacenia podatków i głosowania, jednak nie są w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu życia swoim przedstawicielom. Co innego bogate korporacje…

Jak to ma działać? Zadenuncjowany przez właściciela praw autorskich użytkownik dostanie ostrzegawczy e-mail, jego dostawca internetu rozpocznie zaś szczegółową inwigilację. Sam delikwent będzie “poproszony” o zainstalowanie odpowiedniego spyware’u śledzącego jego poczynania. To krok pierwszy. W przypadku ponownego podejrzenia, użytkownik dostanie po paru miesiącach kolejny e-mail. Następnym razem zostanie odcięty od sieci (co jednak nie zwolni go od dalszego ponoszenia opłat za łącze) oraz wpisany na czarną listę, żeby nie mógł podpisać umowy z żadną inną firmą. Zgodnie z nowoporządkowymi obyczajami, to podejrzany będzie musiał udowodnić swoją niewinność, by uniknąć kary. Oczywiście wyłączenie Internetu nie oznacza, że danej osoby nie będzie można pociągnąć do odpowiedzialności na podstawie innych przepisów.

Ciekawe, czy znajdą się jeszcze naiwni wierzący, że masowa inwigilacja telekomunikacyjna, tak ochoczo wprowadzana ostatnio przez rządy krajów UE, ma rzeczywiście służyć deklarowanym celom: walce z terroryzmem, tudzież innymi groźnymi przestępcami, a nie skuteczniejszemu asystowaniu rozrywkowym korporacjom.

Inwentaryzacja 2011

2009/05/05
Wielki Donek patrzy!

Rząd Platformy Obywatelskiej na zlecenie Unii postanowił zafundować nam w 2011 roku kolejny spis powszechny. Spis ten ma jednak zdecydowanie różnić się od wszystkich poprzednich, zarówno pod względem metodyki zbierania danych, jak i zakresu gromadzonych informacji.

Otóż nasi nadzorcy uznali, że dotychczasowe metody są niedokładne i niewystarczające. Doszli do wniosku, że wykorzystają kilkadziesiąt już istniejących baz danych: ZUS-u, KRUS-u, NFZ-u, rejestrów gminnych, urzędów skarbowych itd. Co więcej, postanowili także wyciągnąć dane od przedsiębiorstw, takich jak zakłady energetyczne czy firmy telekomunikacyjne. Wszystko połączyć i zgromadzić w wielkiej superbazie, która oczywiście zostanie udostępniona ubernadzorcom zasiadającym w komisji europejskiej. “Po raz pierwszy państwo w takim zakresie wykorzystuje dane z państwowych rejestrów, a nie bezpośrednio od ludności” – ucieszył się Wiesław Łagodziński, rzecznik GUS.

Na tym nie koniec. Ekipa Tuska zapragnęła poznać najbardziej intymne szczegóły naszego życia: wyznanie, orientację seksualną, związki, plany prokreacyjne, stan zdrowia i źródła utrzymania. Po co panu Tuskowi i jego kolegom te dane? A po co unijnej biurokracji? No cóż, kto ma wiedzę, ten ma władzę, a w każdej wojnie lepiej o przeciwniku wiedzieć więcej, niż mniej. Ale w marcu popisowski rzecznik praw obywatelskich wystąpił do kancelarii premiera z prośbą o odniesienie się do owych “niepokojących informacji”. Zobaczymy, może otrzyma jakąś odpowiedź.

Unijno-rządowe wścibstwo można by jeszcze przeboleć, gdyby nie pewien drobny szczegół: wszystkie te dane mają być identyfikowalne, przypisane do imienia, nazwiska i adresu, a żeby uniknąć jakichkolwiek niejednoznaczności, opatrzone dodatkowo unikatowym kluczem – numerem PESEL. Niewykluczone, że prawdziwość podanych przez nas informacji będzie kontrolowana, a w przypadku stwierdzenia niezgodności zostaniemy ukarani grzywną bądź więzieniem. Nie da się ukryć – rząd PO to naprawdę zupełnie nowa jakość, bo czegoś takiego do tej pory jeszcze nie było.

GUS uważa, że ma prawo do przetwarzania tzw. danych wrażliwych. Powołuje się na ustawę o statystyce publicznej oraz art. 27 ustawy o ochronie danych osobowych, który co prawda w pierwszym ustępie stwierdza, że

Zabrania się przetwarzania danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową, jak również danych o stanie zdrowia, kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym oraz danych dotyczących skazań, orzeczeń o ukaraniu i mandatów karnych, a także innych orzeczeń wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym.

Niestety, zaraz następuje długa lista wyjątków, m.in.:

Przetwarzanie danych, o których mowa w ust. 1, jest jednak dopuszczalne, jeżeli (…) przepis szczególny innej ustawy zezwala na przetwarzanie takich danych bez zgody osoby, której dane dotyczą, i stwarza pełne gwarancje ich ochrony

co, zdaniem GUS-u, daje mu prawo do gromadzenia i przetwarzania wszelkich danych na nasz temat.

Tak na marginesie, przetwarzać te dane mogą sobie także “kościoły i inne związki wyznaniowe, stowarzyszenia, fundacje lub inne niezarobkowe organizacje lub instytucje (…) pod warunkiem, że przetwarzanie danych dotyczy wyłącznie członków tych organizacji lub instytucji albo osób utrzymujących z nimi stałe kontakty w związku z ich działalnością (…)”. Warto to mieć na uwadze, gdy utrzymuje się kontakty z jakąś organizacją tego typu…

No cóż. Testy przeprowadzono już w Wielkiej Brytanii. Jak można było się spodziewać, obłąkane dążenie do sprawowania totalnej kontroli nad wszystkimi obywatelami każe teraz rządom pozostałych krajów należących do eksperymentu, w który przekształca się Unia Europejska, wprowadzać podobne rozwiązania. Szkoda, że PO, która jeszcze parę lat temu usta miała pełne frazesów o wolności, z taką gorliwością dąży obecnie do realizacji koncepcji totalitarnego nadpaństwa, którego funkcjonariusze, korzystając z technologicznego wsparcia zaprzyjaźnionych korporacji, będą mieć niemal absolutną wiedzę o każdym ze swoich poddanych.

Nowe POlicje

2009/05/04
strażnik parkingowy

Wszyscy znamy i doceniamy bohaterską pracę strażników miejskich, szczególnie blokowanie kół samochodów nieopatrznie pozostawianych przez właścicieli w nie najszczęśliwszych miejscach, tudzież przewożenie tych samochodów przy pomocy zaprzyjaźnionych laweciarzy na zaprzyjaźnione, luksusowe (sądząc po cenach) parkingi. Niestety, wśród rozlicznych formacji mających prawo do zatrzymywania, legitymowania, rewidowania i pałowania obywateli, strażnicy parkingowi byli dotychczas dyskryminowani, a arsenał ich środków bojowych był niepokojąco skromny.

Miłościwie nam panująca Platforma Obywatelska postanowiła ten stan rzeczy zmienić. Nie od parady ma przecież w swoich szeregach niejakiego Dzięcioła, posła, a przedtem strażnika i bohatera reality show zarazem. Tak więc straż miejska stanie się taką prawie-policją. Gdy nasunie się jej podejrzenie, będzie mogła każdego zatrzymać, przeprowadzić rewizję osobistą i przeglądnąć bagaże, a gdyby delikwent miał jakieś wątpliwości – użyć “środków przymusu bezpośredniego” w postaci paralizatorów elektrycznych i koni służbowych (hmm…), a następnie zakuć go w kajdany.

Kierunek zmian cieszy się całkowitą aprobatą premiera Tuska, któremu marzy się przekształcenie straży parkingowej w “policję municypalną”. Dlatego też na tej jednej formacji się nie skończy – już wcześniej pojawił się pomysł powołania innej parapolicji: straży kolejowej, mającej zastąpić obecnych SOK-istów. Ciekawe, kto będzie następny na drodze do jeszcze bardziej rygorystycznego zaprowadzania “prawa i porządku”? Straż pożarna? Ochroniarze w supermarketach? Listonosze? Kominiarze? Ciecie? Każdy, kto zdoła przyodziać się w jakiś śmieszny mundurek?

Euro 2012: ile za to zapłacimy?

2009/05/03
Tusek kopie

My, Polaczkowie, ubóstwiamy tę zabawę, w której 20 facetów biega po trawniku za kawałkiem nadmuchanej skóry. Nasz kochający premier Tusek też. Radujemy się więc, bo spotkało nas wielkie szczęście: prywatna organizacja o kryptonimie UEFA, nadzorująca te igrce w skali międzynarodowej, zgodziła się w swej łaskawości powierzyć nam, do spółki z Ukrainą, organizację mistrzostw w 2012 roku. Ale czy wiemy, ile nas to będzie kosztować? I nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale także o, że tak powiem, koszty prawne.

UEFA stawia bowiem konkretne wymagania, dotyczące nie tylko spraw oczywistych, jak przygotowanie infrastruktury (drogi, stadiony). Jeśli żądania te nie zostaną spełnione, łaska Uefy może się od nas odwrócić. Nasze władze z pewnością zrobią jednak wszystko, by tak się nie stało. Więc – w wielkim skrócie – państwo polskie zobowiązało się do:

  • pokrycia wszelkich kosztów organizacyjnych,
  • maksymalizacji zysków Uefy poprzez zwolnienia od wszelakich podatków, ceł czy innych opłat,
  • dodatkowego wsparcia finansowego tej organizacji w drodze zwrotu VAT-u,
  • zmian prawnych dotyczących tzw. własności intelektualnej, by UEFA mogła wycisnąć jak najwięcej z tej imprezy.

Kasę można przeboleć, nie na takie głupoty rządzy wydają pieniądze podatników. Poza tym będą z tego zapewne jakieś korzyści dla gospodarki. Gorzej z prawem: teraz, na szybko, wprowadzi się pod dyktando Uefy przeróżne dziwne zapisy. Ale mistrzostwa się skończą, a buble w ustawodawstwie pozostaną.

Nic się nie ukryje

2009/05/01

Lecisz z rodzinką na zasłużone wakacje. Lotnisko, sznur pasażerów posuwa się dość sprawnie. Wasza kolej. Proszę tu stanąć, podnieść ręce. Rach-ciach, szur, pstryk. Mała dawka promieniowania, trzy sekundy i obsługa już może nacieszyć wzrok widokiem twego nagiego ciała. A także twojej żony i dzieci. Nie ma nic podejrzanego między nogami? OK, możecie iść.

Zła terrorystka

Pomysł pochodzi oczywiście z Hameryki, ale komisji europejskiej bardzo się spodobał, więc już jakiś czas temu ogłoszono, że od 2010 skanery takie będą stosowane w Europie. Odpowiednie urządzenia pojawiły się na lotniskach w Londynie (co nie może dziwić) i Amsterdamie. W październiku zeszłego roku europarlament odrzucił, czy może raczej opóźnił ich wprowadzenie na szerszą skalę, zalecając przeprowadzenie jakichś bardziej szczegółowych analiz. Pomysł odrzuciły też Niemcy, określając go mianem nonsensu. Ale komisja jest nadal za, bowiem komisja wierzy, że poprawi to bezpieczeństwo. Nie ma dowodów, badań, analiz – ale komisja wierzy.

A jak to było w USA? Początkowo prześwietlani mieli być tylko ci bardziej podejrzani. Obiecywano też, że pewne fragmenty zdjęć będą nieco rozmazane dzięki odpowiedniemu algorytmowi. Ale szybko okazało się, że skanowanie ma być standardową procedurą dla wszystkich, a komputery nie będą przed kontrolerami niczego ukrywać. Obejrzeć trzeba każdego i zobaczyć trzeba wszystko, bo nie od dziś wiadomo, że źli terroryści do perfekcji opanowali sztukę upodabniania się do zwykłych obywateli oraz przemycania materiałów wybuchowych w dupie.

Dla nas zaś to kolejny etap tresury: o staroporządkowych dyrdymałach, jak poszanowanie prywatności, powinniśmy czym prędzej zapomnieć. Dla naszego własnego dobra władza musi przeczytać każdy nasz e-mail czy sms, odnotować każdą rozmowę telefoniczną i wizytę na stronie internetowej. Wszystko zgromadzić w gigantycznej bazie danych i podzielić się nią z innymi, bratnimi władzami. Podsłuchać, sfilmować i prześwietlić każdego. A dzięki temu zapanuje pokój i powszechna szczęśliwość.

Nie chcemy wiedzieć!

2009/04/29

Dziś państwowa telewizja transmitowała przylot doczesnych szczątków naszego rodaka, porwanego i zamordowanego jakiś czas temu w Pakistanie. Nie sądziłem, że gwiazdy naszego dziennikarstwa czymkolwiek mnie jeszcze zadziwią, a jednak…

Podczas transmisji parka komentatorów objaśniała widzom szczegóły sprawy (z tych dwojga, kobieta wydawała się bardziej zaangażowana i przejęta). Dowiedzieliśmy się na przykład, że (cytaty z pewnością niedokładne, bo z pamięci) mimo usilnych starań naszych władz, rząd Pakistanu zawalił sprawę i dlatego nie udało się uratować Polakowi życia.

To naprawdę wspaniałe, że w tych trudnych czasach (kryzys, terroryzm, świńska grypa), państwowa telewizja podtrzymuje nas na duchu i utwierdza w przekonaniu, że mamy mądre i kompetentne władze, które zrobią wszystko dla naszego dobra. A jeśli coś się nie uda, to przez innych.

Ale to jeszcze nic. Komentatorzy poruszyli delikatnie kwestię, czy porywacze mogli dostać pieniądze za zwrot zwłok:

— Ministerstwo zaprzecza, że zapłaciło okup za zwłoki, gdyż byłoby to wynagradzanie morderców. Oczywiście wierzymy w te zapewnienia.

To świetnie, że wierzą. Wiara jest bardzo ważna, a przecież 95% naszego społeczeństwa to osoby wierzące. Więc i dziennikarze powinni wierzyć.

No dobra, napomknęli jednak, że nie ma pewności, że w takich sprawach nie można wykluczyć, że być może jednak rządzy czasem płacą bandytom.

— Wszędzie na świecie te sprawy są okryte tajemnicą i raczej nigdy nie dowiemy się, jak to naprawdę było.

Kobietka, która sprawiała wrażenie szczerze przepełnionej szacunkiem wobec owej Tajemnicy, wypaliła:

— Tak! Ale my nie musimy tego wiedzieć! My nie chcemy tego wiedzieć!

xxx

I to jest słuszny kierunek. Dziennikarz, który nie musi i nie chce wiedzieć. Dziennikarz, który rozumie wagę tajemnicy i zdaje sobie sprawę, że – niczym pracownik trzyliterowej agencji (hmm, TVP?) – musi tajemnicy strzec przed masami. Ba! musi strzec przed samym sobą. Ewentulanie musi chronić masy przed zgubnymi skutkami poznania tajemnicy. To jest prawdziwe, rozumne i patriotyczne dziennikarstwo (w przeciwieństwie do degrengolady, z jaką można się spotkać na przykład w takich Wikileaksach). Oby więcej przedstawicieli tego ważnego zawodu przyswoiło sobie podobną postawę!

Unia zamyka Internet

2009/04/29

A przynajmniej próbuje, na różne sposoby, zlikwidować Internet w kształcie, jaki obecnie znamy i zastąpić go czymś na wzór interaktywnej telewizji kablowej, z ograniczonym dostępem do wyselekcjonowanych usług czy portali. Pisali już inni na blogach (np. tu, tu, tu, czy tu), więc nie będę tego powtarzać. Zamieszczę po prostu parę linków:

(Zanim weźmiesz udział w manifestacji bądź zgłosisz akces do Partii Piratów, zapoznaj się z tekstem, w którym Piotr Waglowski zastanawia się, kto za tym wszystkim stoi…)

Neutralność sieci najwyraźniej przeszkadza wielkim graczom, stąd takie pomysły jak pakiet telekomunikacyjny. Oczywiście w unijnej propagandzie sprawa wygląda zgoła inaczej: wszystko to przecież tylko dla dobra obywateli. Niestety, w takt popmuzyki odtwarzanej przez potentatów przemysłu rozrywkowego odbywają się obłąkane pląsy – zarówno na szczeblu światowym, unijnym, jak i poszczególnych rządów (zwłaszcza Wielkiej Brytanii i Francji) – a to każe mi wątpić w prawdziwość deklarowanych intencji.

Najgorsze w cenzurze jest to, że **********

Są duże szanse, zwłaszcza teraz, gdy sprawa zrobiła się dość głośna, że ten idiotyzm, przynajmiej na razie, nie przejdzie. Co oczywiście nie powstrzyma naszych nadzorców od ulepszania Internetu mniejszymi krokami (inwigilacja, cenzura, retencja danych, kryminalizacja), a to niewątpliwie przysłuży się budowie lepszego, starannie kontrolowanego, świata.

WordPress a Tor

2009/04/27

Ze dwa lata temu, gdy ostatnio używałem wordpress.com, wszystko działało całkiem nieźle. Wystarczyło włączyć ciastka w przeglądarce, zalogować się i już. Część mniej istotnej funkcjonalności była niedostępna, ale mi to specjalnie nie przeszkadzało.

Tor

Parę miesięcy temu postanowiłem spróbować ponownie. Owszem, byłem w stanie się zalogować, ale co rusz napotykałem na dziwne błędy. Dałem sobie spokój na jakiś czas. Wczoraj przyszło mi do głowy, by ponownie zbadać tę sprawę: czy na wordpress.com da się pisać łącząc się za pośrednictwem sieci Tor?

Wygląda na to, że się da, ale jest coraz trudniej. WordPress.com potrzebuje już nie tylko cookies, ale i javascriptu, a – jak powszechnie wiadomo – javascript to zło, wyciek prywatnych informacji i pożywka dla wszelkiego rodzaju eksploitów. No cóż, z wyłączonym javascriptem nie jestem w stanie się nawet zalogować. Na szczęście jest coś takiego jak torbutton – rozszerzenie do Firefoksa dostosowujące tę przeglądarkę do współpracy z Torem. Między innymi blokuje niebezpieczne funkcje javascriptu, dzięki czemu w pewnym stopniu zmniejsza ryzyko związane z jego używaniem.

Ale to nie jedyny problem. W sieci Tor trasy, przez które przechodzą nasze połączenia, są co jakiś czas zmieniane. Dotyczy to także węzła wyjściowego. Z punktu widzenia docelowego serwisu, w tym przypadku wordpress.com, zmienia się wówczas nasz adres IP. Niestety, najwyraźniej wordpress tego nie lubi. Tu można się trochę wspomóc odpowiadnią opcją w pliku konfiguracyjnym Tora:

TrackHostExits .wordpress.com

To spowoduje, że nasz klient będzie przez dłuższy czas (chyba 30 minut domyślnie) starał łączyć się do wskazanej domeny korzystając z tego samego węzła wyjściowego.

To nie koniec kłopotów, jakie sprawia wordpress.com użytkownikom Tora. Wygląda na to, że pewne węzły wyjściowe sieci są zupełnie zablokowane. Cóż, trzeba je zidentyfikować i dopisać do czarnej listy (opcja ExcludeNodes).

Podsumowując, trochę trzeba się namęczyć, by coś anonimowo skrobnąć na wordpresie. Chyba jednak warto, bo czasy mamy coraz ciekawsze…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.