
My, Polaczkowie, ubóstwiamy tę zabawę, w której 20 facetów biega po trawniku za kawałkiem nadmuchanej skóry. Nasz kochający premier Tusek też. Radujemy się więc, bo spotkało nas wielkie szczęście: prywatna organizacja o kryptonimie UEFA, nadzorująca te igrce w skali międzynarodowej, zgodziła się w swej łaskawości powierzyć nam, do spółki z Ukrainą, organizację mistrzostw w 2012 roku. Ale czy wiemy, ile nas to będzie kosztować? I nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale także o, że tak powiem, koszty prawne.
UEFA stawia bowiem konkretne wymagania, dotyczące nie tylko spraw oczywistych, jak przygotowanie infrastruktury (drogi, stadiony). Jeśli żądania te nie zostaną spełnione, łaska Uefy może się od nas odwrócić. Nasze władze z pewnością zrobią jednak wszystko, by tak się nie stało. Więc – w wielkim skrócie – państwo polskie zobowiązało się do:
- pokrycia wszelkich kosztów organizacyjnych,
- maksymalizacji zysków Uefy poprzez zwolnienia od wszelakich podatków, ceł czy innych opłat,
- dodatkowego wsparcia finansowego tej organizacji w drodze zwrotu VAT-u,
- zmian prawnych dotyczących tzw. własności intelektualnej, by UEFA mogła wycisnąć jak najwięcej z tej imprezy.
Kasę można przeboleć, nie na takie głupoty rządzy wydają pieniądze podatników. Poza tym będą z tego zapewne jakieś korzyści dla gospodarki. Gorzej z prawem: teraz, na szybko, wprowadzi się pod dyktando Uefy przeróżne dziwne zapisy. Ale mistrzostwa się skończą, a buble w ustawodawstwie pozostaną.